Liturgia


Czytania na dziś »

Komentarz do Słowa na dziś










Duszpasterstwo > Młodzieżowe


Niespodzianka na 102 !2012-01-27


Planeta Ziemia jest bardzo zróżnicowana pod wieloma względami. Przykładowo kiedy ktoś obchodzi urodziny, to w różnych zakątkach świata słyszymy te same życzenia, ale jakby inaczej brzmiące. W Niemczech „Zum Geburtstag viel Glück!", w Japonii „momotose", Rosja "сто лет", Hiszpania "cien año", w Anglii "Happy Birthday to You", a w Polsce po prostu „sto lat!". Nie bez przyczyny przybliżyłem te krótkie i tradycyjne życzenia, ponieważ w sobotę 21 stycznia świętowaliśmy urodziny o. Andrzeja i Marty. Nasi drodzy przyjaciele skończyli razem 51 lat! Trzeba im przyznać, że to piękny wiek.  Oczywiście nie obyło się bez niespodzianki - czyli 'imprezki'. Żeby choć troszkę poczuć klimat tamtego wieczora uchylimy Wam rąbka tajemnicy, jak świętowaliśmy.

 

Cała załoga Araratu (poza jubilatami) zebrała się o 20 w centrum duszpasterskim w swojej salce, żeby przygotować dekorację i zastawić stół. Jednak pewien milusiński „ktoś" zapomniał zabrać z domu sznurka do balonów i dwaj nieustraszeni mężczyźni musieli po niego jechać (przy okazji zabierając też aparat, dzięki, któremu możecie zobaczyć na własne oczy, co tam się działo). W tym czasie reszta przygotowała stół, rozwiesiła serpentyny, rozstawiła talerze i sztućce. Wszystko było gotowe, jednak kogoś brakowało... ach no tak... jubilatów! Musieliśmy poczekać do 21, ponieważ o. Andrzej miał spotkanie z grupą neokatechumenalną. W tym samym czasie na dworze rozszalała się prawdziwa zawierucha, a przez padający śnieg nie było widać drugiego końca ulicy.

 

Gdy zbliżała się godzina 21:00 zgasiliśmy w salce światło, zamknęliśmy drzwi i siedzieliśmy cicho, jak mysz pod miotłą. Kiedy do sali weszła Marzena, która wprowadziła o.Andrzeja i Martę, wszyscy wyskoczyli z gromkim „Sto lat!", a Marek i Wojtek zapalili świeczki na torcie. Złożyliśmy życzenia i usiedliśmy do stołu, do pyszności przygotowanych przez każdego z nas. Jak na każdej takiej imprezie, organizowanej przez Ararat, rozmowy nie miały końca, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Nie potrafiliśmy się nacieszyć sobą nawzajem.

 

Około godziny 22 ojciec Andrzej uciekł do siebie. Pomyśleliśmy, że po tańcach może pójdziemy do ogrodu ulepić bałwana. Po drodze stoczyliśmy wielką bitwę na śnieżki i chyba nie jednemu z nas przypomniał się smak dzieciństwa. Bałwan, którego ulepiliśmy wspólnie był wyższy nawet od naszego Bartka, więc kawał chłopa.

 

Kiedy przemoczeni wróciliśmy do salki przyszedł czas na powrót do domów, choć pewnie wszyscy, gdyby mogli siedzieli by ze sobą do rana.

 

To był wspaniale spędzony czas, w gronie przyjaciół. Takie dni i wieczory jak ten mógłby powtarzać się codziennie, choć w rzeczywistości nutka tęsknotky i oddalenia od siebie daje nam ogromna radość spotkania we wspólnym gronie.

 

A na sam koniec taka mała, złota myśl: „Pamiętajmy, że gdy ktoś ofiaruje nam swój czas, to daje nam coś, czego już nigdy nie odzyska."

 

DM Ararat

Programista PHP: Michał Grabowski | Opracowanie graficzne: Havok.pl