Liturgia


Czytania na dziś »

Komentarz do Słowa na dziś










Felietony


7 (61) Dobrze mieć znajomego Świętego...2011-10-25



22 października 2011 r.

Jak dobrze jest mieć znajomego Świętego - w niebie i w brewiarzu. Dzisiaj po raz pierwszy modlitwą brewiarzową zwracam się do Niego i poprzez Niego do samego Boga. Bieżący rok wypełniony był świętością Jana Pawła, wypełniony Jego obecnością. Odmawiać hymn brewiarzowy do Niego i o Nim jest niezwykłym, radosnym misterium.

 

Jeden raz w moim życiu osobiście spotkałem Jana Pawła w 2000 roku w Castel Gandolfo, jeden raz z bliska zaglądnąłem mu w umęczone oczy, a on spojrzał na mnie. Wypowiedziałem do Niego kilka zdań i On mnie pobłogosławił. Wdzięczny jestem Bogu i Halinie, Opiekunce Niepełnosprawnych Dzieci, która zabrała mnie na tą niezwykłą pielgrzymkę i za wstawiennictwem swego przyjaciela - św. Antoniego, umożliwiła również mnie spotkać się z Ojcem Świętym. Tamtym wydarzeniem sprzed 11 lat legitymizuję, a może raczej uzurpuję sobie prawo przyznawać się do 'znajomości' z dzisiaj Błogosławionym. Myślę, że dobry Bóg daje swoim świętym w niebie, a więc i Janowi Pawłowi specjalną łaskę 'pamiętania i widzenia' tych wszystkich, których za ziemskiego życia chociażby tylko jeden raz spotkali i tych, których z bliska nigdy nie spotkali, ale, jak bywało w przypadku Jana Pawła, wraz tłumami ludzkimi na wielkich zgromadzeniach wpatrzeni byli w Niego z miłością i nadzieją. Dzisiaj, otwartym sercem próbują nawiązać z Nim modlitewny kontakt. I myślę też, że kto z autentyczną i bezinteresowną miłością spojrzy chociaż jeden raz na drugiego człowieka, tego Bóg nie zapomni, a kiedyś zanurzy go w swoim miłosierdziu. Bo spojrzenie z miłością na drugiego człowieka jest spojrzeniem z miłością w oczy samemu Bogu.

 

Pamiętam Jana Pawła, jako biskupa krakowskiego, gdy pierwszy raz po latach zakazu zstępował ze wzgórza wawelskiego, jak delikatnie niósł w monstrancji Chrystusa, by Mu pokazać wszystkie drzwi Królewskiego Miasta Krakowa i otworzyć je na oścież... oraz, gdy z Prymasem Tysiąclecia Stefanem Kard. Wyszyńskim wędrował w procesji Na Skałkę, by z Sanktuarium Patrona Polski,  św. Stanisława Biskupa i Męczennika, podtrzymać ducha zniewolonego komunizmem Narodu.

 

I pamiętam też, z jakim napięciem wsłuchiwałem się w słowa, już Ojca Świętego, gdy w dniu inauguracji pontyfikatu z wielką mocą i uniesieniem prorockim przekazywał światu chyba najważniejsze swoje przesłanie: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, "co jest w człowieku". Tylko On to wie!". A dzisiaj czytam te Jego słowa w brewiarzowej 'godzinie czytań' i wciąż brzmią one z wielką mocą, i wciąż są aktualne.

 

Ostatni akapit homilii inauguracyjnej Błogosławionego Papieża, pokazującej prawdę o dylematach człowieka, przypomina mi w jakiejś mierze warsztaty antydepresyjne w Skomielnej: „Dzisiaj tak często człowiek nie wie, co nosi w sobie, w głębi swojej duszy, swego serca. Tak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Tak często opanowuje go zwątpienie, które przechodzi w rozpacz. Pozwólcie zatem - proszę was, błagam was z pokorą i ufnością - pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Tylko On ma słowa życia, tak, życia wiecznego". Na warsztatach w Skomielnej Jezus Chrystus bardzo wyraziście mówił do nas wszystkich i były to słowa życia, słowa uzdrowienia ducha, serca i ciała.

 

Słowa 'Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi' przypominają mi słowa  proroka Joela (2, 12-13): „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem... Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli". Otworzyć na oścież drzwi, znaczy nawrócić się całym sercem, nie uchylić, ale otworzyć  serca, nie z wyrachowania, kalkulacji, pożądania, ale z miłości... na Miłość, którą jest Bóg.

 

W liturgicznym dniu błogosławionego Jana Pawła i w 33 rocznicę Jego wyboru na następcę św. Piotra, pochylający się nad fenomenem Ojca Świętego, podkreślają może najważniejszy rys jego osobowości: 'człowiek modlitwy'. W październiku - miesiącu różańcowym, tak bardzo nasyconym obecnością naszego Błogosławionego, w 'Gościu Niedzielnym' sprzed tygodnia na okładce wydobyto myśl o wymiarze uniwersalnym, w której być może tkwi geneza i sens tej 'modlitewności' Papieża, a mianowicie, że Jan Paweł wiedział, że przyszłość świata zależy od modlitwy, dlatego też różaniec towarzyszył mu przez całe życie. On kochał każdego człowieka i ten świat, pamiętał o nim, niepokoił się jego losem, przyszłością i dlatego tyle się modlił za pomyślność ziemskiej ojczyzny człowieka.

 

24 październik 2011

A różańcowy październik dobiega końca i świat nad Prosną zmienia się z dnia na dzień. Dużo jeszcze jest zieleni, coraz bardziej szarej i wyblakłej, ale coraz też liczniejsze są złocisto-czerwone bukiety drzew nad brzegami Prosny. Matka Boża z różańcem w ręku przemierza alejkę pomiędzy altaną i jej figurą na kopczyku, usypanym z eratyków - polodowcowych głazów narzutowych... Zapewne od czasu do czasu święci aniołowie przenoszą Ją na kobiercu z rozłożonych skrzydeł na mochowską łąkę nad Osobłogą. Bo i tam drzewa nad Młynówką wyzłacają krajobraz nadrzeczny, by Jej łąka wyglądała pięknie.

 

Pomimo jesiennej szarugi i mżawki mam nastrój słoneczno-śpiewny i chce mi się wykrzykiwać z radością Psalm z dzisiejszego wezwania (Ps. 100): „Uwielbiajmy Pana,  z weselem śpiewajmy Mu hymny... Wykrzykujcie na cześć Pana, wszystkie ziemie,  służcie Panu z weselem. Stańcie przed obliczem Pana z okrzykami radości. Wiedzcie, że Pan jest Bogiem, On sam nas stworzył, Jesteśmy Jego własnością,  Jego ludem, owcami Jego pastwiska... Uwielbiajmy Pana..." I zastanawiam się dlaczego Bóg bez przyczyny i bez jakiejkolwiek zasługi obdarowuje mnie dobrym samopoczuciem i humorem. I nie chodzi tylko o dzień dzisiejszy.

 

Śmiejesz się ze mnie? Wsłuchaj się więc w prostotę i mądrość słów Psalmu: „Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon. Dzień opowiada dniowi, noc nocy przekazuje wiadomość. Nie są to słowa ani nie jest to mowa, których by dźwięku nie usłyszano: Ich głos się rozchodzi po całej ziemi, ich słowa aż po krańce świata". Głoś i ty chwałę Boga, a poczujesz się radosny. Może nie słyszysz, bo masz wadę słuchu? Może nie widzisz, bo wciąż chore są twoje oczy? Może nic nie wiesz i nie odczuwasz, bo zamknąłeś swoje serce na świat? Nie ma dnia, ani nocy, aby świat cały nie rozbrzmiewał chwałą Boga. Przetrzyj oczy i otrząśnij się z odrętwienia, podnieś głowę i spójrz na nieboskłon, zobaczysz dzieła Bożych rąk, które mówią, wołają, wyśpiewują wielkość, dobroć i chwałę Boga.

 

Na lata starości podarował mi Bóg tyle swojego dobra, życzliwości i rozmaitych łask, że nie mogę uwierzyć. Przecieram oczy i nie dowierzam, i pytam: dlaczego? Nie jestem dostatecznie porządnym, pobożnym, żeby już nie mówić: dostatecznie świętym. Dlaczego, Panie, tak hojnie obdarzyłeś mnie wielką radością serca, gronem prawdziwie kochających mnie przyjaciół...? Nie jestem samotny, czuję się potrzebny i przydatny innym, w moim umyśle wciąż rodzą się rozmaite plany, pomysły, wizje, perspektywy, jak gdyby moje życie dopiero się zaczęło...? Może dlatego, że całe życie było wielkim trudem poszukiwania Miłości?'

 

A co z Tobą... Doroto, Magdo, Kasiu, Aniu, Agnieszko, Marysiu, Moniko, Bogusiu, co z Wami, których imiona już tylko Bóg pamięta, bo na trwałe zapisane są w Jego sercu? On pamięta o wszystkich waszych pochyleniach i pokrzywieniach, pęknięciach, napięciach, cierpieniach.

 

Pamięta... Więc na koniec tego listu/felietonu przypomnę Wam wszystkim wydarzenie z dzisiejszej Ewangelii św. Łukasza (Łk 13,10-17). Mówi bowiem Jezus również do Was, do wielu z nas, jak do ewangelicznej niewiasty: Wyprostujcie się! Jesteście wolne od swej niemocy... i włożył na nią oraz na Ciebie ręce... Kobieta z Ewangelii natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. A Ty? Czy posłuchałaś/eś/ słów Jezusa? Bo może życie zbyt mocno pochyliło Cię do ziemi, wciąż nie potrafisz podnieść głowy ku niebu, ku słońcu, przestałaś wierzyć, że coś się zmieni, już nawet przestałaś prosić Boga o uzdrowienie? Ale przecież przyszłaś do Niego, rozmawiasz z Nim drżącym głosem, On ciebie słyszy, widzi twój pogięty los, tak pogięty że pęknięty, nadłamany, tak nadłamany, że nikt nie daje Ci szansy. Uwierz Jego słowu, zaufaj Mu, wbrew ludzkiej logice, On  jeden daje Ci szansę, wyprostuj się, On tego pragnie dla Ciebie, Jego miłość Cię przemieni, uleczy, abyś z podniesionym czołem mogła swoim życiem chwalić i uwielbiać Boga.

 

A u mnie w celi wciąż biją dzwony, całą dobę słyszę dzwony. Kaloryfery wydają autentyczny dźwięk dzwonów. Słyszę je we dnie i w nocy i wsłuchuję się, z którego kierunku ich bicie nadchodzi, o czym chcą przypomnieć swym dźwiękiem... biją na trwogę, na czujność, na klęskę, czy na zwycięstwo, a może na czas łaski...? Nie wiem..., to Bóg wie. Ich echo wypełnia zakamarki mego serca, każe mi myśleć, przypomina... Może biją dzwony na czas miłości dla Ciebie, Twój czas już się zbliża? Znowu nie wierzysz? Każdy ma w niebie swojego znajomego świętego. Tego nowego Bóg dał specjalnie dla ciebie. Zapytaj, poproś go.

 

W jesienny czas serdecznie pozdrawiam, przytulam i z serca błogosławię +, znad Prosny


Ojciec Ludwik



Wieruszów, 22-25  października 2011 r.

seminarium.paulini.pl

oludwikk@poczta.onet.pl

7 (61). list/felieton

Programista PHP: Michał Grabowski | Opracowanie graficzne: Havok.pl