Liturgia


Czytania na dziś »

Komentarz do Słowa na dziś










Felietony


10 (64) Ave Maria... Między Wieruszowem a Gävle2011-12-03

Czas pędzi nieustannie, kolejne wydarzenia nie nadążają za sobą. Wciąż jeszcze brzmią w moich uszach słowa i melodia z jubileuszowego koncertu chóru „Lira": 'Ave, Ave Maria Jasnogórska...' Myślę, że potężny, czysty głos Huberta, 10-letniego solisty pokonał wszelkie bariery serc i przemienił się w nich w najczystszą modlitwę do Niebieskiej Matki. Pokonał też mury wieruszowskiego Sanktuarium i przestrzeń do Częstochowy - wypełnił Jasnogórską Kaplicę Cudownego Obrazu zwielokrotnionym echem miłości i oddania się Matce i Królowej Polski.

A na internetowej linii pocztowej pojawia się wciąż oddźwięk wielokrotnie poruszanej w felietonach tematyki relacji: 'ojciec - córka'. Dotarł też pełen mocy i miłości wiersz napisany przez córkę do ojca:

 

„Ojcze, Ty mnie znalazłeś,

Ty mnie odkryłeś.

U stóp twoich

Przemierzam cały świat,

Bo Ty jesteś moim światem".

 

Ze wzruszeniem czytam ten list jak modlitwę do Ojca Niebieskiego, bo jestem pewien, że On tęskni za taką relacją z ukochanym dzieckiem, które zna, ale wciąż na nowo odkrywa, pierwszy je odnajduje, wychodzi na przeciw i pozostaje z nim na zawsze, by wspólnie przemierzać szlaki doczesności i wieczności.

 

Pozostały mi ostatnie dwa tygodnie tegorocznego urlopu. Krysia i Ela już kilka miesięcy wcześniej przekonały mnie, bym przeznaczył je na rekolekcje dla małej wspólnoty polskiej w Gävle, w środkowej Szwecji. A w Szwecji byłem ostatnio przed 35 laty, jako gość Uniwersytetu w Uppsali. Z prof. Åke Sundborgiem przemierzyliśmy setki kilometrów Norlandii wzdłuż wielkich rzek, w ramach fluwialnego programu badawczego. Wtedy jeszcze daleką i niewyobrażalną była moja droga do udziału w innym, tym razem rekolekcyjnym programie duszpasterskim w Szwecji, który dwa dni temu zakończyłem. Cóż, życie wciąż przynosi niespodzianki.

 

Opatrznościowymi osobami przy katolickiej parafii św. Pawła w Gävle jest Ela i jej mąż Marcin, z wyboru - od pięciu lat imigranci. To oni organizują rekolekcje, czuwania,  akcje modlitewne i podejmują rozmaite inne Boże działania, o których niewiele osób wie. 70-tysieczne Gävle położone jest nad Bałtykiem, na północ od Sztokholmu, w odległości 2 godzin jazdy samochodem. Od ośmiu lat proboszczem rozległej parafii jest Nigeryjczyk o. Damian. Czarnoskóry duszpasterz perfekcyjnie opanował język szwedzki. Równocześnie płynnie posługuje się językiem angielskim, bo jego parafianie stanowią miniaturowy konglomerat narodów z czterech kontynentów - Afryki, Azji, Ameryki Południowej i Europy. Na słynnym uniwersytecie w Uppsali o Damian uzyskał doktorat z teologii i z wielkim poświęceniem ewangelizuje swoją 'kolorową' parafię. Jego duszpasterzowanie,  to autentyczna misjonarska działalność na północnych peryferiach spoganiałej Europy.

 

Spośród niezwykłych Bożych zdarzeń, jakie przeżyłem w Gävle, przed oczyma stoi mi wciąż jedno. W kościele panował wtedy półmrok. Strop świątyni z punktowymi światełkami wyglądał jak rozgwieżdżone sklepienie niebieskie. Klęczeliśmy w trójkę przed tabernakulum. Piękna, ciemna twarz Juliette, rwandyjskiej imigrantki, błyszczała blaskiem jej wielkich, dobrych, lecz smutnych oczu oraz łez spływających strużkami po policzkach. Klęczący obok Włodek tłumaczył jej na szwedzki słowa modlitwy o cud macierzyństwa. Juliette doświadczyła już w swoim życiu cudu  uratowania  swojego ojca od śmierci. Całonocna modlitwa wspólnoty sprawiła, że rwandyjscy ekstremiści o poranku, bez słowa wyjaśnienia, uwolnili ojca Juliette. Ta niezwykła kobieta ma wielką wiarę i regularnie uczestniczy w nocnych czuwaniach modlitewnych, organizowanych z inicjatywy o. Damiana i Eli przy kościele św. Pawła w Gävle.

 

'Miłosierny Ojcze Niebieski pochyl się nad niemocą Twojej rwandyjskiej córki Juliette, jak kiedyś pochyliłeś się nad modlącą się Anną, matką proroka Samuela (1 Sm 1). Matko Boża, Matko Życia i Miłości z Kibeho, przygarnij do serca ciemnolicą córkę rwandyjskiej ziemi, która przed 17 laty spłynęła krwią miliona niewinnych ofiar plemiennej nienawiści.' Juliette drżącymi dłońmi dotyka złocistego tabernakulum, jakby pragnąc dotknąć pełne miłosiernej miłości serce Jezusa. Jak to jednak bywa, Jezus uprzedza ją i zapewne wtula się z miłością w jej kochające Go serce. Strumyki łez na twarzy potężnieją, ciemna twarz Juliette  rozjaśnia się. Może usłyszała w głębi serca słowa Jezusa, które przed dwoma tysiącami lat wypowiedział do chorej na krwotok niewiasty, dotykającej się Jego szaty: „Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła" (Mt 9,22).  Włodek, 54 letni zapaśniczy mistrz świata, od stanu wojennego przebywający w Szwecji, też ma zwilgotniałe od łez oczy. W takiej chwili każdy inny gest byłby fałszywy, więc przygarniam Juliette z miłością do swojego serca. 'Ojcze Niebieski, jeśli jest Twoją wolą, to spraw, by Juliette ze Źródła Życia, którym jesteś, zaczerpnęła moc ożywiającą jej łono'.

 

Niedzielna Msza św. w kościele jest miniaturką uniwersalizmu Kościoła, a z drugiej strony obrazem przemian politycznych i społecznych we współczesnym, trudnym świecie. Tu w Gävle widać, że ostatni nakaz Chrystusa dla uczniów: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię" (Mk 16, 15),  został przez nich i ich następców zrealizowany. Różne grupy etniczne, językowe, rozmaite kolory i odcienie skóry, ubiory, postawy zewnętrzne, gesty, to dzisiejsza wspólnota Chrystusowego Kościoła w miejscu, które w przeszłości było jednorodne... Imigranci z miejsc konfliktów wojennych, religijnych, etniczno-plemiennych, z regionów nędzy i braku szans na rozwój i wzrost gospodarczy tworzą wspólnotę adwentową, oczekując w jedności tu - nad Bałtykiem - na powtórne przyjście Chrystusa. Wtedy bez lęku będą mogli wrócić do swoich ojczyzn i korzeni. Nie trudno jest tu nawiązać nić sympatii, jedyną barierą jest język. Laila, Zina - dźwięcznie brzmią imiona uśmiechających się przyjaźnie uczennic Chrystusa z umęczonego wojną i ekstremistycznymi zamachami islamskich bojowników Iraku.

 

Niezwykłym zjawiskiem była grupa 30-40 mężczyzn z Polski, pracujących na kontrakcie w miejscowej fabryce papieru, przychodzących codziennie na rekolekcje. Systematycznie podchodzili do konfesjonału prosząc o spowiedź. Patrzyłem na nich z drżeniem serca. To ich obecność i ich spowiedzi były dla mnie rekolekcjami. Rośli i twardzi mężczyźni, przypominający spracowanych galilejskich rybaków, o sercach pokornych i prostych, jak serca dzieci... Wszyscy wzięli teksty koronki do Bożego Miłosierdzia, rachunki sumienia, święte obrazki. Było to niezwyczajne, spektakularne wyznanie wiary, które pozostanie w mojej pamięci, jako cudowny owoc rekolekcji, omodlonych przez wiele indywidualnych osób, grup modlitewnych, zakonów w Polsce i w Szwecji... Bogu niech będą dzięki za Jego łaskawość i miłość do swoich dzieci.

 

Krystalicznie czysty i dźwięczny głos Karoliny ze wspólnoty Nowe Jeruzalem w Krakowie wypełnił przestrzeń kościoła. Hymn o Duchu Świętym ożył i z całą mocą uderzył w pięć par małżeńskich, które nie spodziewały się, że tu - na ziemi szwedzkiej - odnowią swoje przyrzeczenia i śluby małżeńskie i po latach wzruszą się aż do łez. Latynoamerykańscy metysi słuchając Karoliny zapewne zdziwili się, że mogą być piękniejsze pieśni od ich inkasko-hiszpańskich melodii, śpiewanych na płaskowyżach Andów.

 

Polacy mieszkający w Szwecji, którzy uczestniczyli w rekolekcjach, pomimo często pokiereszowanych i pokomplikowanych życiorysów, ludzkich losów, wywarli na mnie ogromne wrażenie ze względu na dojrzałość, głębię i piękno ich wiary. Jako spowiednik oraz rekolekcjonista pilnie wpatrywałem się w ich słowa, oczy i serca, by coś więcej zrozumieć z tajemnicy duszy Polaków, przebywających poza ojczystym krajem. Spowiedzi po latach, choć trudne i bolesne, były radosne i przesycone nadzieją, były pełnymi łez, wzruszeń i autentycznego nawrócenia powrotami. Dziękowałem wówczas Bogu, że uczynił mnie kapłanem i narzędziem swojej miłosiernej miłości. Niezwykła była intencja Mszy św. za polskie dzieci w Szwecji, aby nie zagubiły swoich korzeni i tożsamości, aby rodzice czuwali nad ich wzrastaniem blisko Chrystusa i nad ich świadomością, co znaczy 'Ojczyzna', skąd jest ich ród. Uderzające jest trwanie przy imionach, tradycyjnie nadawanych dzieciom w Polsce. Powoli wzrasta liczba Polaków przychodzących na Mszę św., odprawianą co miesiąc w języku polskim. Przed paru laty przychodziło 8 osób, dzisiaj jest ich już 20-30. Chwała Panu, że nie zniechęca się i systematycznie przemienia dusze i serca ludzkie w Gävle, aby gdy przyjdzie ponownie na ziemię zastał i w tym zakątku zdesakralizowanego świata wiarę.

 

Piękna jest Szwecja. Gościnny Włodek, o światowej renomie zapaśnik, który bez wstydu potrafi zapłakać nad swoimi grzechami i słabościami, pokazał Karolinie i mnie - gościom z Polski, zakamarki wybrzeża niedaleko swojego domu w Oslättfors, las na polodowcowych rumowiskach morenowych, pełen borówek i grzybów, których nikt nie zbiera i inne cuda skandynawskiej przyrody. Jego żona Raja, o oczach przejrzystych jak wody krystalicznoczystych strumieni i śródszkierowych zatok i cieśnin Bałtyku, przygotowała na śniadanie owsiankę z leśnymi jagodami, podczas gdy na pobliskim drzewie przy domu gile i sikorki sprzeczały się ze sobą, do kogo należy domek zbudowany na gałęziach przez Włodka, który poza zapaśnictwem zna się również dobrze na stolarce i budownictwie. Ela, w chwili przerwy, zabrała nas nad szkierowe wybrzeże w Vårvik, o dawno, dawno temu wygładzonych przez erozyjną działalność lądolodu wzgórzach i pagórkach, przybrzeżnych wysepkach, porośniętych fotogenicznymi sosnami. Tu odbyła się sesja zdjęciowa, gdyż słońce w arktycznym powietrzu bardzo ostro rozświetliło kontury nadbrzeżnego krajobrazu.

 

Ale już pora powrotu. Po pięciu intensywnych dniach z lotniska Sztokholm Skavsta boeing szwedzkich linii Ryanair, w ciągu ponad półtorej godziny bezpiecznie dowiózł nas - Karolinę i mnie - do Krakowa. Bogu niech będą dzięki za dobrze spędzony  czas, który nam podarował na rekolekcjach w Gävle.

 

Serdecznie pozdrawiam, już z Wieruszowa, wszystkich czytających ten felieton. W moich uszach wciąż brzmi 'Ave, Ave Maria Jasnogórska...'sprzed paru tygodni. Dziękuję Ci Matko za niezwykły czas łaski i Bożego miłosierdzia.

 

o. Ludwik znad Prosny

 

Wieruszów, 1-2 grudnia 2011 r.

www.seminarium.paulini.pl

www.wieruszow.paulini.pl

oludwikk@poczta.onet.pl

10 (64). list/felieton

 


Programista PHP: Michał Grabowski | Opracowanie graficzne: Havok.pl